W zasadzie tytuł powinnam napisać w cudzysłowie, bo pożyczyłam go z tekstu opublikowanego na luxlux.pl (czytaj TU), który zmotywował mnie do wpisu. Wniosek płynący z lektury jest od bólu prawdziwy: łatwe życie nie jest tanie. Najtańsza spośród rzeczy wymienionych przez autora artykułu kosztuje 279 zł i – moim zdaniem – jest jednocześnie jedyną, która rzeczywiście może ułatwić życie młodej mamie. To torba Baby Travel Deltababy, która może zamienić się w wygodny – sądząc ze zdjęć – przewijak. Co prawda, torba nawet po złożeniu jest ogromna, ale coś za coś.
Pozostałe rzeczy, które – zgodnie z artykułem – ułatwią życie mamie i/lub dziecku to torba dla mamy Ju Ju Be BFF za 579 zł, krzesełko do karmienia Peg Perego Prima Pappa Diner za 750 zł oraz – last, but not least (autor wymienia to na pierwszym miejscu) – kolekcja białych mebelków dla dzieci oraz białych zabawek Cyrus Company Bambino. Ceny podałam za autorem tekstu, choć już krótki research w sieci (wpisanie hasła w wyszukiwarkę) dowodzi, że przynajmniej krzesełko można kupić taniej.
Co do tego, że krzesełko do karmienia ułatwia życie – zgoda. Ale dlaczego musi to być akurat Peg Perego, i to w dodatku ten model? Autor artykułu przekonuje (za producentem?), że to krzesełko ma 4-stopniową regulację położenia i 7-stopniową regulację wysokości. My używamy krzesełka Boon Flair, również z regulowaną wysokością, której… nigdy nie regulowałam. Jak raz ustawiłam, tak stoi.
Jeśli chodzi o torbę, używam tej, która była dodana do wózka. Spełnia swoje zadanie, tzn. mieści wszystkie rzeczy dla dziecka i kilka moich. Nie ma kilkudziesięciu kieszeni na butelkę, chusteczki, pieluchy, brudne pieluchy, itd. Jej wnętrze nie ma też antybakteryjnej wyściółki, niszczącej zarazki i pleśń. Swoją drogą, pleśń w torbie z rzeczami dla dziecka…? Znajduję na to tylko dwa wytłumaczenia. Pierwsze – torba jest bardzo rzadko używana (a więc raczej niepotrzebna). Drugie – ma tyle kieszeni, że trudno jest się w tym połapać i można zapomnieć, gdzie schowało się np. banana dla dziecka (wniosek podobny: nie ma sensu płacić za tyle kieszeni).
Białe mebelki są piękne i… mało funkcjonalne. Ich urok trwa do pierwszego kurzu, pierwszego jedzenia, pierwszych zapędów malarskich dziecięcia (można sobie wybrać). Sprawdzają się chyba tylko w katalogach.
A oto moja lista rzeczy, które ułatwią życie mamie i/lub dziecku:
1. laktator – rzecz niezbędna w czasie nawału pokarmowego. Jeszcze w trakcie zajęć w szkole rodzenia zastanawiałam się, czy warto inwestować w laktator. Położna prowadząca zajęcia przekonywała, że najlepiej i najwygodniej odciąga się pokarm ręcznie, masując piersi. Może i tak, jeśli ma się wprawę. A o to trudno w trzy dni po porodzie. Kupiony już w szpitalu od położnej najtańszy laktator uratował moje piersi od eksplozji.
2. maść Medela Purelan – niezbędna w trakcie karmienia piersią. Potrafi uratować najbardziej poranione sutki, łagodzi podrażnienia i zapobiega kolejnym.
3. bujaczek-leżaczek – firma nie ma tu znaczenia, ważne, że włożone do niego dziecko przynajmniej przez kilka minut będzie siedzieć spokojnie.
4. bajka na dvd – to dla starszych dzieci. Jak TU pisałam, my oglądamy Lippy&Messy, a dokładnie dziecko ogląda, a ja mogę w tym czasie zjeść śniadanie, poczytać gazetę, itd.
5. zabawka z pozytywką, np.karuzela – spełnia to samo zadanie co bajka na dvd, tyle że dotyczy noworodków.
6. kombinezon zimowy zapinany na dwa suwaki – wygodnie można włożyć do niego niemowlaka i wyjąć z niego dziecko.
To przychodzi mi do głowy od razu, ale pewnie znalazłoby się jeszcze kilka rzeczy, gdybym dokładniej poszukała w pamięci.

